wtorek, 23 maja 2017

23.05.2017

Z pamiętnika obozowicza:
Wtorek obudził nas słoneczkiem i rozgrzewką. Śniadanko na wypasie, pyszna jajecznica i mnóstwo dodatków, narzekać nie można. Po posiłku łucznicy poszli strzelać, a siatkarze mieli przerwę na spacer po mieście: pani Kasia miała zajęcia z innymi. Szukaliśmy lodów, ale rano wszystko pozamykane - na szczęście był spożywczak, to i lody się znalazły. No i dmuchańce! Ledwo zdążyliśmy na trening! Po obiedzie, na który były sajgonki po polsku (nazwa Marcelego T. na gołąbki), w strojach połowicznie plażowych (bluza i swobodne kopytka w klapkach), podjechaliśmy na plażę. Na piechotę przeszliśmy aż do Dźwirzyna - spacer plażą był totalny, słońce prażyło, morze chłodziło, a jęczały tylko pojedyncze jednostki. Przy okazji powiększył nam się skład klasy. Pierwsza była Ewa Krewetka - trafiła ona do flakonu kunsztownej roboty, zaopatrzonego w atrakcje typu piaseczek, muszelka i glony. Marcin i Marek zostali okrzyknięci Kapłanami Ewy i to oni dzierżyli dumnie Flakon Obfitości. Po chwili dołączyły do Ewy Florian Flądra, Bella Bellona, Jaś Krewetka (hurra, będą dzieci!) i Justyna Krewetka. Niestety, nie wszyscy nowi klasowicze, mimo ofiarnej opieki kapłanów, zdołały przetrwać wakacje we Flakonie, który niechcący przekształcił się we Flakon Częściowej Zagłady - przeżyły tylko krewetki. Kapłan Marcin Wyłowił zwłoki łyżeczką do lodów i porzucił ceremonialnie na trawniku. Na koniec, po kolacji weszliśmy jeszcze na basen - sauny były oblegane, a wyraz szczęścia na niektórych facjatach w bani bezcenny.

Latałem do tego centrum na lody z siatkarzami na zmianę, bo Kasia wolała mieć jedną grupę na zajęciach. No dobra... Spacer plażą rzeczywiście rozkoszny, zjarałem sobie gębę. Teraz wieczór, dam chwilę pograć moim w butelkę i wyganiam towarzystwo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz