Drogi Pamiętniczku!
Dziś dla odmiany zaczęliśmy od odwiedzin w skansenie. ale skoro
jesteśmy nad morzem, tuż przy starym porcie wojskowym, to skansen był
adekwatny: zamiast zmurszałych chałup stały wypucowane okręty bojowe.
Mieliśmy okazję zatem zobaczyć w jakich warunkach pracują marynarze i
zgodnie stwierdziliśmy, że do tego się nie nadajemy... Fajnie
pomajdrować przyciskami i wajchami, ale przeciskać się przez te
korytarzyki, spać na łóżku wielkości parapetu, czy korzystać z kibelka, z
którego spada się przy każdym przechyle - to nie dla nas, absolutnie.
Ale oglądaliśmy wszystko dość zafascynowani. A skoro byliśmy już nad
morzem, przedpołudnie spędziliśmy na plaży. Nikt nas nie gonił, nie
pospieszał, więc rozłożyliśmy się na piasku i zgodnie zaczęliśmy
przeszkadzać innym plażowiczom. Była piłka, zakopywanie się w piachu,
budowanie, niszczenie, poszukiwanie skarbu i tysiąc innych rzeczy -
znaleźliśmy nawet pierścień Golluma. No i tony bursztynu (ta, jasne). Po
obiedzie zaś odbyły się ostatnie treningi i ostatnie spacery po
mieście, zakupy i lody (te pyszne). Zrobiło się mocno ciepło. No a na
zakończenie dnia, zamiast na basen, poszliśmy na zachód słońca.
Przepięknie zaszło w morze, zdobyliśmy molo i do pokoi rozeszliśmy się
koło 23. Zły człowiek zapowiedział kategoryczny zakaz zielonej nocy,
ciekawe, czy przekaz dotarł... Rano wyjeżdżamy koło południa,
spodziewajcie się nas w ramach 21:00.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz