czwartek, 25 maja 2017

25.05.2017

Drogi Pamiętniczku!
 Co za dzień, pełen emocji! Zaczęło się od siatkarzy - przyjechały szkoły z Kołobrzegu i Koszalina i rozpoczęły się zawody. No cóż. Emocje sięgały zenitu, ale nie z powodu pasjonujących rozgrywek, tylko kwestii organizacyjnych. Gimnazjaliści wspierający zespoły lokalne, lekko naginający rzeczywistość sędziowie oraz sposób rozliczenia punktów, skazujący nasze zespoły na porażkę wywołały oburzenie. Ale W końcu Warszawa zajęła III miejsce (na trzy), więc tak, czy siak pudło jest. Sytuację rozbroiły nagrody: długopisy, zapachy do aut, brudne mokre chusteczki i baloniki. Ubaw po pachy, organizatorzy dziko się cieszyli z wygranej nad stolycą - nasi doświadczyli zaś paru nowych rzeczy. I dobrze, niech widzą, jak nie robi się imprez :) Za to łucznicy poszli w miasto - suweniry w porcie były oblegane, bo przecież jutro dzień matki, więc konieczny był zakup termometra w kształcie ciupagi i kapelusza góralskiego z bursztynowym akcentem. Planowaliśmy wejść do Muzeum Oręża Polskiego, ale chętnych były dwie osoby, więc skórka okazała się nie warta wyprawki... Za to znacznie większym popytem cieszyły się lody na rynku - zaiste, pyszność 9 na 10. Po obiedzie nastąpiła zamiana dyscyplin: łucznicy rozpoczęli odstrzał punktów, a że pogoda zmieniła się znowu na dość ciepłą, było im dość przyjemnie. Tu akurat nasi byli górą: chłopców zdystansował Marceli J., a wśród dziewczynek Ania zajęła drugie miejsce - lokalesi przegrali tym razem z kretesem. W tym czasie siatkarze ruszyli na podbój Kołobrzegu w podobnej konfiguracji, co wcześniej. Prezenty dla mam nabrały kolorytu: biżuteria, kubki i pejzaże morskie cieszyły się dużym wzięciem. Mamy będą musiały być zachwycone. Z akcentem na "musiały". Ale przynajmniej nie będą narzekać, że dzieci zapomniały, prawda? "Jakie ładne, dziękuję! Tylko co ja z tym zrobię?" - już to widzę :) Siatkarze również doskonale bawili się w czasie lansu na deptaku kołobrzeskim, ledwo zdążyliśmy na kolację - a było po co, bo pyszne naleśniki w czekoladzie cieszyły się wzięciem. Na koniec dnia zorganizowaliśmy sobie dyskotekę - zabawa była pyszna, aż do oporu. Ci, którzy nie mieli ochoty pląsać, poszli na basen - już bez pływania, tylko dla zabawy. Dziatwa rozsmakowała się w saunowaniu, nabierają dużego doświadczenia w siedzeniu w upałach. I podejrzanie szybko poszli spać. Albo knują, albo faktycznie zmęczeni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz