Drogi Pamiętniczku!
Co za dzień, pełen emocji! Zaczęło się od siatkarzy - przyjechały
szkoły z Kołobrzegu i Koszalina i rozpoczęły się zawody. No cóż. Emocje
sięgały zenitu, ale nie z powodu pasjonujących rozgrywek, tylko kwestii
organizacyjnych. Gimnazjaliści wspierający zespoły lokalne, lekko
naginający rzeczywistość sędziowie oraz sposób rozliczenia punktów,
skazujący nasze zespoły na porażkę wywołały oburzenie. Ale W końcu
Warszawa zajęła III miejsce (na trzy), więc tak, czy siak pudło jest.
Sytuację rozbroiły nagrody: długopisy, zapachy do aut, brudne mokre
chusteczki i baloniki. Ubaw po pachy, organizatorzy dziko się cieszyli z
wygranej nad stolycą - nasi doświadczyli zaś paru nowych rzeczy. I
dobrze, niech widzą, jak nie robi się imprez :) Za to łucznicy poszli w
miasto - suweniry w porcie były oblegane, bo przecież jutro dzień matki,
więc konieczny był zakup termometra w kształcie ciupagi i kapelusza
góralskiego z bursztynowym akcentem. Planowaliśmy wejść do Muzeum Oręża
Polskiego, ale chętnych były dwie osoby, więc skórka okazała się nie
warta wyprawki... Za to znacznie większym popytem cieszyły się lody na
rynku - zaiste, pyszność 9 na 10. Po obiedzie nastąpiła zamiana
dyscyplin: łucznicy rozpoczęli odstrzał punktów, a że pogoda zmieniła
się znowu na dość ciepłą, było im dość przyjemnie. Tu akurat nasi byli
górą: chłopców zdystansował Marceli J., a wśród dziewczynek Ania zajęła
drugie miejsce - lokalesi przegrali tym razem z kretesem. W tym czasie
siatkarze ruszyli na podbój Kołobrzegu w podobnej konfiguracji, co
wcześniej. Prezenty dla mam nabrały kolorytu: biżuteria, kubki i pejzaże
morskie cieszyły się dużym wzięciem. Mamy będą musiały być zachwycone. Z
akcentem na "musiały". Ale przynajmniej nie będą narzekać, że dzieci
zapomniały, prawda? "Jakie ładne, dziękuję! Tylko co ja z tym zrobię?" -
już to widzę :) Siatkarze również doskonale bawili się w czasie lansu
na deptaku kołobrzeskim, ledwo zdążyliśmy na kolację - a było po co, bo
pyszne naleśniki w czekoladzie cieszyły się wzięciem. Na koniec dnia
zorganizowaliśmy sobie dyskotekę - zabawa była pyszna, aż do oporu. Ci,
którzy nie mieli ochoty pląsać, poszli na basen - już bez pływania,
tylko dla zabawy. Dziatwa rozsmakowała się w saunowaniu, nabierają
dużego doświadczenia w siedzeniu w upałach. I podejrzanie szybko poszli
spać. Albo knują, albo faktycznie zmęczeni...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz