Po co ja tyle siedziałem w pracy? Lekcja z moimi, dwa zastępstwa w 5p na dworze, Wojtek i w sumie godzinę wcześniej skończyłem. Jeszcze płyty z poczty odebrałem. Zdążyłem wziąć jedzenie z Sajgonu, zjeść w domu i odebrałem młodą - nieco marudną i poharataną, bo znowu się wywaliła. Damn. Zjedliśmy i fru na rower, a potem na spacer. Zaliczyliśmy lody, lotnisko, na kolację dostała omlet z wiśniami i... w kąpieli zrobiła dziką aferę, bo w wodzie zadrapania zaczęły szczypać. Histeria trwała, na szczęście padła 20:20 i jest spokój. Na razie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz