Pamiętnik obozowicza :)
Długo na ten moment czekaliśmy, mijały dni i tygodnie, ale wreszcie
jest: obóz. Walizki zapakowane, rodzice płaczą w mankiet (z radości, że
odpoczną), a my jedziemy nad morze. Hurra!
Dobrnęliśmy około 16, po
kilku postojach i dwóch idiotycznych kreskówkach dla maluchów, które i
tak każdy oglądał z zapartym tchem. Rozlokowaliśmy się w pokojach, nie
było już problemu, każdy wiedział z kim jest i nagle okazało się, że
wszystko i z każdym może być ok. Zjedliśmy obiadokolację - schabowego
(Magda Gessler mode on: czemu na oleju nie na smalcu, hę? Czy wy nie
wiecie, że trujecie ludzi?) z ziemniaczkami, nawet dobre. A po
posiłku... Nad morze! Kawałek się idzie, to prawda. Ale i tak jest
pięknie - cieplutko, plaża prawie pusta. Mogliśmy zanużyć nogi do
kostek, udało się. Tylko wynikła taka ciekawostka anatomiczna: niektórzy
łydki mają tuż koło uszu.... Rzecz do zbadania. Poszliśmy na molo,
wróciliśmy niespiesznie po to, aby nadrobić braki kąpielowe. Za ścianą
mamy aquapark, więc popływaliśmy, pozjeżdżaliśmy rurami, skorzystaliśmy z
jaccuzi i saun... Jest pięknie. Wieczór nadszedł nie wiadomo kiedy i
już koło 23 większość spała (Spała - miejscowość w woj. łódzkim, powiat
tomaszewski). Większość, mówię.
A do nas przyszedł Włodek z butlą wina samoróbki - pyszne :) Mieszkamy w aparamencie, że szok: sypialnia, przedpokój, kuchnia i wielka łazienka. Na razie jest spoko :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz