czwartek, 18 maja 2017

18.05.2017

Ok, dotrałem do pracy, zacząłem drukować testy i... skończył się toner. Szlag. Udało mi się jednak wszystko, spoko. Jeszcze tylko ogarnąłem obiad i poleciałem do domu, bo gosia miała szkolenie. Wlazłem do biedry, zjadłem obiad i poszedłem po młodą. Jak zjadła, ruszyliśmy na przygodę. Wylosowała Forty Bema - w trakcie zadzwoniła Gosia, że może byśmy ją odebrali po szkoleniu - czemu nie? Przelecieliśmy przez forty, przy wojskowym wsiedliśmy w autobus i wylądowaliśmy przy syrence. Stąd na piechotę do UW, potem Krakowskim i wróciliśmy do domu. Mam dość serdecznie, padam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz