niedziela, 14 maja 2017

14.05.2017

Matko... Chociaż spałem prawie do 9, hurrrra. Ale po śniadaniu sklep, trening na dwukołowym rowerze z młodą, która każdą porażkę przyjmuje zniechęceniem... Potem zrobiłem obiad i jak zjedliśmy, Kaja wylosowała Tarchomin. Gosia została sprawdzać tony rzeczy, a my ruszyliśmy na przygodę. I super! Wysiedliśmy na Tarchominie, poszliśmy nad Wisłę i poszliśmy wzdłuż rzeki przez Północny, aż do Grota. W sumie młoda szła przez cały czas, na barana może z 500 metrów. Ganialiśmy, szliśmy , bawiliśmy się w słówka-półgłówka, dopiero przy Grota wsiedliśmy w tramwaj ipojechaliśmy sobie na lody do Baśniowej. A tu koleja na 20 minut... Ale warto. W domu byliśmy o 20, padła : ) Ale przygoda super: "Co Ci się najbardziej podobało?" "Wszystko!". Kwintesencja. I ostatnie: "To zamiast jechać tramwajem, chodźmy pieszo?!" Z taką to świat zdobywać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz