piątek, 30 września 2016

30.09.2016

Przez cholerne pranie ledwo zdążyłem do pracy... Zrobiłem lekcję i ruszyliśmy na Bieg Niepodległości - wszystko fajnie, piękna pogoda, tylko się sfrajerzyłem, bo było zaliczać punkty jak wygodniej, a nie uczciwie wg rozpiski, to byśmy zdążyli zrobić wszystko, a tak ominęliśmy jeden punkt. Trudno. Pod pomnikiem Żywiciela odstawiliśmy "Warszawskie dzieci", złożyliśmy wieniec i znicze i polecieliśmy na obiad. Ja jeszcze pokserowałem materiały na moją nieobecność, podskoczyłem na pocztę, ale nic nie było, zjadłem i wróciłem do domu - w sam raz, aby jeszcze pójść do sklepu. Przy okazji poczułem, że jestem rozłożony, kurwa mać piękna - jutro wycieczka, pojutrze wyjazd, a mnie rozebrało gardło i zatoki. Zajebiście, szlag by to trafił. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz