niedziela, 18 września 2016

18.09.2016

Korzystając z ostatniego słonecznego i w miarę ciepłego weekendu (choć temperatura spadła do 18 stopni), ruszyłem z młodą na podbój świata. W atmosferze awantury, bo 'nie dzwonisz do moich rodziców, a ja dzwonię do Twojej mamy, a i tak ma pretensje, że rzadko dzwonię i ma rację!'... Bez sensu, ale wystarczyło, żeby mi podnieść ciśnienie i żebym stracił ochotę na szybki powrót do domu. Dotarliśmy z Kajką do Łazienek i oglądaliśmy pawie, karmiliśmy wiewiórki, łaziliśmy po alejkach i po rzadziej uczęszczanych zakamarkach. Poszliśmy pod Zamek Ujazdowski i Wiejską wróciliśmy w aleje, wracając tramwajem o 14:30. Było super. Żona za to nadal nie ma humoru i ciągle się czegoś czepia, nawet, jeśli nie ma takiej potrzeby. Cały dzień siedziała i pisała papierki, normalka. A to ja mało czasu dziecku poświęcam podobno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz