czwartek, 29 września 2016

29.09.2016

Po cóż mi te nerwy? Ruszyłem do pracy na 8, Stasia jeszcze nie było, ale dorwałem go przez babcię Agnes i okazało się, że on nie jedzie, bo coś tam. Szlag mnie trafił, biorę za telefon i dzwonię. Rodzice w zasadzie w rozsypce i sami nie wiedzą co robić, bo się przeliczyli, a Staś niby chce, a się boi. Udało nam się go z Kasią namówić i rozwiać jego wątpliwości, jedzie - już byłem jednak gotowy do przejęcia wszystkiego dla kogoś innego. Uffff... Nie wiem, kiedy udało mi się to wszystko załatwić, bo miałem siedem lekcji ciurkiem... Zwariuję tu. No i poleciałem przez rossmana na obiad i do Zosi - było całkiem sympatycznie, pewnie się dogadamy... Kiedy wróciłem do domu, dziewczyny były w sklepie, bo Gosi rozpadły się buty i wróciły w sumie o 19:30. Szybka kolacja, szybki prysznic, młoda spać, a mnie relaks się należy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz