środa, 14 września 2016

14.09.2016

Jak to w środę, do pracy pojechaliśmy razem - na tapecie nadal praca Maksa. Rzygam. Zrobiłem dwie lekcje i polecieliśmy do kościoła - następnym razem podrzucę ich komuś, bo to tylko ósemka. Poszło spokojnie i w sumie jak wróciliśmy, miałem przelecieć się na Powązki lub na Pragę, ale Gosia zachciała iść razem na obiad... To przesiedziałem dwie godziny, czekając na nią, bo przecież zrobiła sobie papiery na zebranie i ich nie wzięła. Zjedliśmy (nie, żebyśmy się najedli, więcej tam nie idę), odbyliśmy radę i udało mi się skończyć zebranie w godzinkę z hakiem - chyba jako pierwszy. Wróciłem zwolnić babcię, ale i tak poczekała i do pracy pojechała od nas. Padam, a Legia - Borussia 0:6... Blamaż.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz