sobota, 10 września 2016

10.09.2016

W sumie nawet się wyspałem, bo podniosłem się koło 9-tej, choć żona buszowała od 7... Spoko, poszła zaraz na masaż, a my z młodą zjedliśmy sobie śniadanie, pobawiliśmy się w szaleństwa, przyprawiłem mięso i jak wróciła, poszliśmy jeszcze na lody. Zdążyliśmy powrócić i już zabrałem się na cmentarz, bo wycieczka nie zaczeka :P 14:40 już było kilka osób, w sumie zebrało się ponad 30, średnia wieku 60. Było bardzo sympatycznie, choć rąbnąłem się w którymś momencie, ale wybaczono. Całość zrobiłem w 1:50 i wróciłem na obiad. Mieliśmy jeszcze iść na jakiś spacer, ale... Gosia oglądała wzruszający familijny film, więc zostaliśmy :D Piszę raport, w końcu go muszę oddać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz