niedziela, 25 września 2016

25.09.2016

Wczoraj Gosię złamała infekcja, więc rano ruszyłem do apteki i biedry po składniki do obiadu - przy okazji zajrzałem do tego kolesia od płyt na Kole. Coś kręcił z tym mailem, pewnie zupełnie zapomniał. Zrzucił na zonę :) Jak się nie odezwie, to go oleję po prostu. Po powrocie zabrałem młodą na spacer - przejechaliśmy od cmentarza włoskiego cały Lasek Bielański i Rudę, do Słodowca. Młoda już trochę padała ze zmęczenia, ale to dobrze :) Nie siedziała przynajmniej przed tv. W międzyczasie okazało się, że jednak Zosia nie jedzie, Ola chętnie na jej miejsce się wtoczy. Po co tyle kłopotów robić? Wróciliśmy, to zrobiłem jeszcze całkiem udany obiad, pozmywałem i mogłem wreszcie usiąść - żona spała. Z librusa wynika, że szykuje się awantura za te jedynki u Moniki, pan nazwał mnie kłamcą, bo on słyszał inaczej, będzie dym... Będę wszystkim wstawiał szóstki od jutra. Spieprzył mi w ten sposób dość miły dzień...   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz