niedziela, 4 września 2016

04.09.2016

Mogliśmy pospać do 9-tej, i fajnie, ale Gosi się znowu włączył kościół... Oczywiście się spóźniliśmy, ksiądz odstawiał jakąś żałosną indoktrynację, więc wyszedłem na zewnątrz, tym bardziej, że wewnątrz był taki upał, że płynąłem. Po przydługiej mszy pojechaliśmy na spacer. Zaczęliśmy od parku Szymańskiego, młoda latała po mostkach, zaszliśmy na plac zabaw, ubaw. Potem przeszliśmy koło Sowińskiego, który 'zgubił nogę', przez cerkiew, mauzoleum powstania i doszliśmy piechotą do Fortu Wola na lody i kawę. Szkoda, że Gosia nie pomyślała o  obiedzie wcześniej - wynikiem tego zjedliśmy koło 18... No i zaczął się mecz. Polska-Kazachstan 2:2. Jak można wygrywać dwiema bramkami i niemal przegrać? Milik nie trafił trzech setek! Dziadostwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz