środa, 21 września 2016

21.09.2016

Idąc do przedszkola zapomniałem druta do przypięcia roweru - trzeba było zahaczyć po drodze do pracy... Pieniądze za podręcznik się znalazły, no. W pracy poszło - Kasia zrobiła Uli dziką awanturę o te prace, co się zagubiły, przesadza trochę. Ale fakt, że to ja się muszę teraz tłumaczyć. W okienku skoczyłem po podpisany raport i od razu po lekcjach zebrałem dzieciaki i ruszyliśmy watahą do parku linowego. Ledwo doszliśmy, zaczęło padać, dobrze, że krótko. Ale za to cieplej się nie zrobiło ani trochę, zmarzłem jak piorun. Zjadłem kiełbasę, pogadałem i na szczęście tata Majki mnie podwiózł, szybciej byłem w domu. Jutro kolejny trudny dzień - sześć lekcji i zebranie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz