piątek, 2 września 2016

02.09.2016

Zaczęło się nawet miło, odprowadziłem młodzież do przedszkola i miałem jeszcze godzinę spokoju. Fajnie. W pracy poznałem nowe klasy: 4s sympatyczna, 4c jakaś nadpobudliwa, a z 5a nie byłoby źle, gdyby nie to, że w 21 osób siedzimy w sali liczącej 17 miejsc. Super. I do tego do mojej klasy doszedł jeszcze jeden chłopiec od pływaków. Ekstra, ojciec był już u wszystkich, tylko nie u mnie. Wróciliśmy razem z pracy, ja zacząłem robić obiad, a Gosia poszła po Kaję. I się zaczęło. Wróciła wściekła, bo ją pani Monika ochrzaniła za młodą, że się nie słucha. Ryk. Miałem dość, to poszedłem się położyć w drugim pokoju, to mała przyleciała i jak zobaczyła, że leżę, to się dorzuciła. Po chwili tak mi wyjechała z dyńki, że mam guza nad okiem i obawiam się, że pójdę do pracy z pizdą. Świetnie.Potem jeszcze tylko pół godziny ryczała o bajkę w tv, zrzuciła ze stołu szklankę z sokiem i obawiałem się, że ktoś zginie. Źle mi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz