poniedziałek, 5 września 2016

05.09.2016

Pobudka o 6 boli... Na szczęście Gosia ma na później i nie musiałem odprowadzać młodej, tylko pojechałem do pracy. Cztery pierwsze godziny minęły szybko, potem nastały trzy okienka... Poszedłem więc dorobić klucz i odebrać paczki z poczty - przyszły trzy z płytami i utęsknione firany. Korzystają z czasu i tego, że jeszcze nie pada, wróciłem do pracy na piechotę i zrobiłem ostatnie zajęcia. Przy okazji podpadli mi po raz drugi ci nowi rodzice. Ani nie powiedzieli dzień dobry, ani się nie pokazali, za to wywołali dyskusję na temat podziału, bo oni chcą mieć czas na early stage. Nóż mi się w kieszeni otwiera na dźwięk tej nazwy... Dzięki temu, że padało, Renata mnie podwiozła do Widawskiej i odebrałem młodą z przedszkola kilka minut szybciej. Wróciliśmy do domu i w sumie ładnie się bawiła, a Gosia przyszła ze szkolenia librusowego tuż przed 21... I padła, jak stała :P A ja dotarłem do punktów do raportu, okazało się, że mam je cały czas :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz