poniedziałek, 1 sierpnia 2016

01.08.2016

Nawet się wyspaliśmy, wreszcie w swoim wyrku. Zanim się żonna wybrała, trochę potrwało. Zdążyłem zrobić wszystko kilka razy, włącznie z zakupami, wizytą na bazarku po żarówki i obiadem i koło 16 się wreszcie wybrała. Spieszyliśmy się pod Małego Powstańca, ale były jakieś marsze itp., więc w zasadzie od Jana Pawła lecieliśmy na piechotę, wspomagając się lekko autobusem. Zatrzymaliśmy się na placu Krasińskich, i dobrze, bo było co oglądać. Po wzruszającej uroczystości poszliśmy na spacer do palmy i wróciliśmy do domu koło 20, bardzo dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz