poniedziałek, 22 sierpnia 2016

22.08.2016

Co za zjebany dzień... Wstałem 6:30, żeby wszystko ogarnąć, włącznie ze sobą i słusznie, bo panowie przyszli niemal punktualnie o 8. Oni robili, a ja siedziałem na posterunku... Wymienili wszystko ok. 16 i mogłem pójść po jedzenie. Zaproponowałem Gosi, żeby wróciły w środę, a ja ogarnę ten sajgon, ale ona zaczęła jęczeć, że przyjedzie mi pomóc itd... Jezu, kuchnia rozmontowana, na łóżku młodej wszystko leży z korytarza i skądinąd... A jeszcze po 18 przyszli goście od wodomierzy, wymieniać im się zachciało. Zatem odbyło się wszystko na raz: wymiana, sprawdzanie rur i moje początki sprzątania. Dobrze, że mi Asia pomogła z szafą na korytarzu, bo nie mogłem tego cholerstwa ruszyć z miejsca... Potem umyłem podłogi, wstawiłem meble na miejsce i mam serdecznie dość. Resztę zostawiam dla żony, jak chce, to niech się spełnia w sprzątaniu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz