* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
niedziela, 14 sierpnia 2016
14.08.2016
Spałem słabo, bo Gosia oglądała do 3-ciej ręcznych ze Szwecją - dobrze, że wygrali... A i tak nad ranem przyczłapała Kajka... Zostałem wyciągnięty do kościoła, dobrze, że te msze dziecięce trwałą 25 minut, bo oszaleć można... Za to udało mi się wyjść na dłuższy spacer - przelecieliśmy się z Bankowego przez Saski i plac zabaw, w dół Karową do ogrodów na BUW, po czym z lodami wróciliśmy bulwarami wiślanymi. Po czym, jak tylko dotarliśmy, zabrałem się za obiad, w rezultacie zjedliśmy koło 18, ale wyszło mi super. Młoda oczywiście od razu wlazła na mnie, Gosia poszła do sklepu po kapustę, a mała mnie mordowała: tańcz, graj w piłkę, skacz itp... Gosia wróciła i usiadła nad książką i się wyłączyła, a ta dalej graj, tańcz, skacz... Szlag mnie trafił w którymś momencie, bo ta sobie siedzi i udaje, że jej nie ma, a ja po spacerze stanąłem do garów i ani sekundy spokoju. Czarę goryczy przelało "wyłącz tę muzykę!". Cholera. Nic kurwa nie można w spokoju zrobić, bo albo marudzą, albo męczą, zero szacunku... Jestem dziś zmęczony tymi rodzinnymi wakacjami, ja się nie nadaję... Wieczorem dziecko spać, żona w kimę i przynajmniej trzeci spacer skończyłem...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz