niedziela, 21 sierpnia 2016

21.08.2016

Zapowiadało się nie najgorzej. To znaczy pogoda była średnia - planowałem skoczyć na Pragę na zdjęcia, ale mimo, iż był upał, były chmury i słabe światło. Odpuściłem, zwłaszcza, że męczyłem się z zabudową kuchni dość długo, bo nie dało się zdjąć blatu bez rozkręcenia reszty. Ale dało radę, kuchnia wolna. Ogarnąłem również część korytarza. Ale było bardzo ciepło, więc chciałem się przejść - wymyśliłem, że przejdę się na piechotę do Arkadii. No to poszedłem przez Koło - tu, przy bazarze, zainteresował mnie koleś z płytami. Wprawdzie kupiłem tylko jedną, ale okazało się, że ma ich 12.000 i je sprzedaje... Coś się na pewno znajdzie :) W Arkadii poszedłem do empiku aktywować kartę i przy okazji dokonałem zakupów dzięki karcie prezentowej. Kiedy wyszedłem w sumie nie padało, więc wróciłem również na piechotę, ale przeczuwając najgorsze... No i się wydarzyło. W najgorszym momencie. Zaczęło padać w połowie Obrońców Tobruku - ani gdzie się schować, ani czym podjechać. Schroniłem się wreszcie na placu zabaw, ale budka i tak przeciekała. Cholera. Lało i lało, Polacy zaczęli grać o brąz, a ja siedziałem na tym placu zabaw jak idiota. Wreszcie stwierdziłem, że i tak jestem cały mokry, więc mogę w sumie iść. No to poszedłem, a w zasadzie pobiegłem. Najpierw biegłem w japonkach, ale do cholery z nimi, zdjąłem i poleciałem boso. Wszedłem do Sajgonu po obiad i podrałowałem dalej, beztrosko wskakując w kałuże. Wróciłem mokry, jak spod prysznica - który zresztą wziąłem, na ciepło. Polacy przegrali medal w ręczną, zjadłem obiad, wykończyłem pokój młodej i korytarz, duży pokój i kuchnię zrobię rano. Siedzę sobie, słucham muzy i zgrywam kontent na mp3. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz