poniedziałek, 15 sierpnia 2016

15.08.2017

Święto - znowu wyciągnęła mnie do kościoła, co tylko pogłębiło mój wściekły humor. I do tego nie było krótkiej dziecięcej, tylko smęty w trybie normalnym. Szlag. Co jeszcze gorsze, jak wychodziliśmy, było całkiem ciepło, ledwo wyszliśmy, lunęło. Jednak dziwnym przypadkiem ten deszcz wprawił mnie w bardzo dobry nastrój i przestałem się złościć. Biegliśmy przez deszcz ze śmiechem, skacząc w kałuże. Obejrzeliśmy, jak ręczni dostają w tyłek i kiedy się wypogodziło, poszliśmy jeszcze na półtoragodzinny spacer - miło. Wieczorem mecz siatkarzy z Kubą był tak interesujący, że Gosia usnęła jak kamień i przegapiła wysokie zwycięstwo... Cóż. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz