piątek, 26 sierpnia 2016

26.08.2016

A się dziś nalatałem... W nocy znowu miałem pobudkę, bo młodej 'się nudziło', w rezultacie półtorej godziny wyrwy w śnie. Wstałem, zrobiłem jajecznicę, odkurzyłem i poszedłem w kurs. Zarejestrowałem się do lekarza, przeszedłem się po trasie jutrzejszej wycieczki, zmarnowąłem sporo czasu szukając Starynkiewicza, bo zapomniałem, gdzie leży - dopiero facet z zarządu cmentarza mi pokazał i doznałem olśnienia. Odebrałem paczkę z poczty, nagłośnienie od Patrycji, wlazłem do biedry po obiad. Dziewczyny były na spacerze, więc zrobiłem jeszcze obiad. Gosia padła na zatoki, więc zabrałem młodą na plac zabaw, wróciliśmy ok. 19. W sumie zmordowałem się konkretnie, bo zrobiłem wiele kilometrów. Niby wycieczkę mam opracowaną, jedną i drugą, ale zupełnie nie jestem przygotowany, nie wiem, czy nie będzie jakiejś wtopy jutro...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz