* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
wtorek, 23 sierpnia 2016
23.08.2016
Od rana trochę ogarniałem, podmalowałem szkody po wymianie rur i pojechałem najpierw na pocztę, sprawdzić, czy jest paczka - okazało się, że nie ma. Wysłali ją na Bródno, szlag. Po dziewczyny zdążyłem przed czasem, wróciliśmy do domu, Gosia pokręciła nosem i poszliśmy na obiad do Curry House. Zjedliśmy, poszliśmy na spacer piechotą do placu zabaw na Obrońców i tam trochę młoda poszalała... Wróciliśmy autobusem przez Koło i tramwajem i Gosia, która wróciła jak najwcześniej, żeby pomóc ogarniać mieszkanie, zwyczajnie poszła spać o 18 i śpi nadal. Ja poszedłem do almy, w której już dziś nie ma ani jajek, ani sera (co to ma być?), dałem małej kolację, wykapałem ją, położyłem, a ta dalej śpi. A jakby nie wróciła dziś, tylko jutro, jak mówiłem, to by już wszystko było zrobione. A tak leży rozbabrane, nie będę za nią sprzątał, skoro specjalnie po to przyjechała. Bez sensu, jak zwykle. Na koniec dnia oglądam, jak Legia męczy się z Dundalk, Z czym do LM? Wymordowali remis w czasie doliczonym, będzie wstyd na całą Europę...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz