* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
czwartek, 18 sierpnia 2016
18.08.2016
Próbowałem spać, ale mi nie było dane... Po dwóch godzinach obudził mnie mecz - pod koniec pierwszej połowy okazało się, że nasi biją Chorwację, to wstałem i obejrzałem do końca. Wygrali! Położyłem się o 3:30, to za chwilę jakiś debil przypieprzył tirem w ekrany dźwiękoszczelne na S8, huk, jakby bomba wybuchła. Ale zasnąłem. 5:30 młoda zaczęła się wydzierać. Poszedłem do niej, ale nie miała ochoty znowu zasnąć, tylko przylazła do nas... Meh. Ale spaliśmy za to do 10, co okazało się fatalne... Ogarnąłem się w miarę szybko, poszedłem do sklepu po produkty na obiad i zacząłem robić - Kuba mnie zastał już na finiszu, więc odwaliłem lekcję, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy pod pałac do autobusu. Zdążyliśmy sporo przed czasem, dziewczyny poszły jeszcze do wc w pałacu, po czym je zostawiłem i pojechałem do domu, ogarnąć chałupę. Po drodze dramat, bo za dziewczynami usiadło dwóch Arabów. Na pewno chcą wysadzić autobus! Ja pierdolę, co za histeryczka... Już chciała wysiadać, strzępek nerwów, Araby!!!! Po czym okazało się, że oczywiście normalni ludzie, spokojni, pobawili się z Kajką, super. Rety... Szoni przylazł o 17, poszliśmy do kebab kinga, bo chciał coś zjeść i spenetrowaliśmy chmielarnię. Zdążyliśmy zrobić półtora piwa, kiedy dotelepał się Pembe. Nie obyło się bez rewizyty w chmielarni i chłopcy poszli o 23. A ja spać :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz