sobota, 30 stycznia 2016

30.01.2016

Ciężko było wstać, ale wygrzebałem się, wsiadłem do taksy i dotarłem na miejsce. Mogłem się nie spieszyć, bo jedna mama myślała, że wyjazd jest w niedzielę... Czad. Ale zebrali się niewiarygodnie szybko i już po pół godzinie ruszyliśmy. Fiona mnie wkurwiała swoimi gadkami niewymownie, na szczęście jest gdzieś daleko od nas. Pokoje udało się, po drobnych problemach ułożyć, znowu mieszkam na czwartym piętrze :( Ech, jest ok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz