* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
sobota, 16 stycznia 2016
16.01.2016
Dziś Londyn - ruszyliśmy pospiesznie, żeby zdążyć na zmianę warty, w rezultacie byliśmy ponad godzinę za wcześnie. Poleźliśmy więc przez Trafalgar, Downing, Big Bena, London Eye i Abbey, spotkaliśmy się z wujkiem Kosmy i poszliśmy na zmianę warty pod Buckingham. Trochę zostałem, Babcia nie dała sobie przemówić do rozsądku i poszła po swojemu, ja za to zobaczyłem odprawę konnych, przeszedłem przez park, miałem wartę na wyciągnięcie ręki i było fajnie. W ogóle Babcia mi działała na nerwy, bo nie dość, że się mądrzyła straszliwie, to nie odnajdywała się w mieście, poza swoimi wytartymi ścieżkami i pędziła do przodu, nie patrząc na tych z tyłu. Szlag. Koniec nastąpił na Oxford Street, poszliśmy do pubu wujka Andrzeja na niezły i tani obiad, po czym urwaliśmy się z Kasią do HMV, a Agnieszki poszły do Hamleysa. Mieliśmy podejść tylko do metra na Picadilly, ale nie dość, że był tak wielki ścisk, że szliśmy z dziećmi pouczepiani się kurczowo nawzajem, to jeszcze stacja była zamknięta. Babcia chciała iść do stacji Westminster, nie wiem, po jaką cholerę, jak bliżej była Charing Cross, już z pociągiem do nas - na szczęście bardzo się nie upierała - kazała mi tylko 'w takim razie prowadzić'. Denerwowała mnie. Znowu powrót po 21... Pakowanie i spać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz