niedziela, 17 stycznia 2016

17.01.2016

Wszystko przebiegło spokojnie - nawet się wyspaliśmy, zjedliśmy śniadanie - co dzień to samo... I o 10 pojechaliśmy na lotnisko. Wprawdzie spadł spodziewany śnieg, ale nie rzutowało to na drogę. Na Stansted przyjechaliśmy za wcześnie, odprawiliśmy się i w sumie było tyle czasu, że do bramki ruszyliśmy 10 minut przed zamknięciem - i okazało się, że to najdalsza bramka i trzeba tam jechać... pociągiem! Na szczęście kolejka była tak długa, że spokojnie zdążyliśmy. Lot spokojny, rodzice szczęśliwi, odebrali szczęśliwe dzieci, zostałem odwieziony do domu. Kajka bardzo się stęskniła, obdzieliłem wszystkich prezentami, obejrzeliśmy mecz z Macedonią wygrany w ostatnim momencie, zjadłem obiadek od mamy i poszliśmy spać. Jutro do roboty, ble.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz