wtorek, 26 stycznia 2016

26.01.2016

Co za dzień... Wstałem nieco po 8, po czym pojechałem do dbfo się rozliczyć. Może się uda nie pójść z torbami... Pani z Pearsona coś popierniczyła, przyszli najpierw do Renaty, potem ja miałem okienko, więc wyszli, bez sensu zupełnie akcja. Potem poleciałem po książki, bo zapomniałem ich kupić po drodze, zrobiłem lekcje, pojechałem po osuszacz, po obiedzie w domu udałem się na urodziny Sławka. Impreza w escape room to świetna rzecz, doskonała zabawa, choć nie daliśmy rady wyjść w ciągu godziny. Druga grupa ukradła za to skarb. Był szampan, pyszne bezy, spacer po parku miniatur i w zasadzie większość się zmyła, tylko zostali Sławki, Dziubek i ja, to poszliśmy na chwilę do Thaisty, ale średnie tam mają jedzenie. Odwieźli mnie ok. 23, to jeszcze rzeźbię papiery na jutro...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz