środa, 27 stycznia 2016

27.01.2016

Masakra. Młoda śpi u siebie i jest spokój, ale żona mnie obudziła przed 6, jak poszła do kibla. Niedługo potem zadzwonił budzik - za wcześnie, bo Kaja nie chodzi teraz do przedszkola, bo chora. Szlag. Do pracy wyszedłem jakoś późno, i w dodatku 122 się zepsuło po drodze - dobrze, że w sensownym miejscu, to przesiadłem się do 112 i dojechałem na czas. Lekcje, zastępstwo, przerwy albo na dyżurze, albo na drukowaniu papierów na zebranie. Po czym obiad, zajęcia i spotkanie z rodzicami - jak zwykle miłe i spokojne, szkoda, że u Moniki była jakaś jazda na moim punkcie, ale z tego, co widziałem, to same bzdury. Ludzie to ma mają narąbane we łbach, naprawdę... Mało się przejąłem. Nasi dostali w piłkę ręczną tak bardzo od Chorwatów, że to oni awansowali, a nasi odpadli. A trzeba było w najgorszym wypadku przegrać 3 bramkami. Przegrali piętnastoma...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz