* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
czwartek, 7 stycznia 2016
07.01.2016
Co za dzień! Kajka wstała tuż przed pobudką i pełna słodyczy ochoczo pomaszerowała przez śnieg ('Lubię śnieg!') do przedszkola. My pojechaliśmy do pracy i tam się kołomyja zaczęła. Dobrze, że był Ali i zrobił mi dwie lekcje... Na jedną się wymigałem i poleciałem do dbfo po kasę i potem po książki - i tak się nieco spóźniłem - powinienem mieć kilka dni wolnego na załatwienie wszystkiego... Po lekcjach poleciałem przejść wycieczkę po Jazdowie, ale zrobiłem tylko pół, bo nie zdążyłem całości, czas mi się skończył. Zjadłem w Co Tu, odebrałem pakę z poczty, kupiłem funty, kupiłem mleko i powróciłem. Tu czekała mnie awanti za te plamy w łazience, jakbym specjalnie to gówno wylał... Rany. Gosia miała zajęcia, ja w tym czasie zapłaciłem za bagaże, załatwiłem listę na ubezpieczenie, listę na olimpusa, milion rzeczy w ogóle. Kostka mi spuchła i nie wiem, co mi jest... Rychło w czas tuż przed wyjazdem, szlag.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz