czwartek, 1 października 2015

01.10.2015

Ufffff... Co za ciężki dzień. Dojechałem wcześnie do pracy, aby podrukować szyfry i listy dla harcerzy. Przyszła moja stara klasa w liczbie większej, niż oczekiwałem, są super! Odwiozłem Morysia i Tomka z noszami do parku i biegiem wróciłem po klasę. Musiałem iść z nimi sam, trochę mnie zmęczyli, ale ogólnie było fajnie. O 12:30 nastąpił finał, odprowadziłem dzieciaki, spotkałem się z Maćkiem i skoczyłem na Gocław po płyty. Koleś spoko, całkiem kumaty, chwilę pogadaliśmy i o mało nie spóźniłem się do dentysty, odebrać Kajkę - był taki korek, że Dobrą, od Karowej po Nowy Zjazd, jechałem 40 minut. Świetnie. Zdążyłem, wróciłem z młodą do domu, ale nie jest wesoło - tak na mnie w nocy nakasłała, że zaczynam się rozkładać, szlag by to trafił. One się wykurowały, to teraz ja zaczynam - a za tydzień wyjeżdżam! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz