piątek, 9 października 2015

09.10.2015

Ależ bieg... Kajka wstała rano z koszmarnym kaszlem i katarem - nie poszła do przedszkola, nie pojechała ze mną na wyjazd. Super. Nie musiałem iść na lekcje, więc wskoczyłem w wyjściowy ciuch i pojechałem do Elektronika odebrać nagrodę - pierwszy raz część rozrywkowa była przed rozdaniem - akurat wtedy, kiedy się spieszyłem. Dali jakiś nieco drętwy kabaret, dopiero wręczyli nagrody. Od razu uciekłem do szkoły, zebrałem dzieciaki i pojechaliśmy do Żar... Dotarliśmy tam dopiero po 21, zjedliśmy kolację i ruszyliśmy na nocne pochody. Strach był straszny, zwłaszcza, jak Dziad Borowy wyszedł z lasu - pierwsi bohaterowie byli wówczas nadal pierwsi, tyle, że w drugą stronę, ledwo ich zatrzymałem... Olka zaczęła histeryzować, Pola i Tymon szli ze mną za rękę, rozczmuchali się dopiero wtedy, kiedy zaczailiśmy się na drugą grupę, aby ich przestraszyć. Wróciliśmy do ośrodka o 23:30, ale poszli spać koło 2... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz