* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
czwartek, 29 października 2015
29.10.2015
Co za dzień... Do pracy ruszyłem dwie godziny wcześniej, niż potrzeba. Oddałem zdjęcia na folder, załatwiłem tysiąc rzeczy i wybyliśmy na lotnisko. W tamta stronę poszło nieźle, nawet jeśli był kawał drogi od pociągu do biurowca LOTu. Zajęcia trwały trzy godziny, najpierw warsztaty, potem hangary, aż w końcu terminal. I tu nastąpił krach, bo do tej pory było grzecznie. Najpierw, jak opętani, zaczęli żebrać o sklep - poszliśmy na kwadrans. A to, co odpierdzielili w pociągu, to masakra. Darli ryje, nasyfili, wstyd! I po reprymendzie, dalej darli mordę, nie tylko na ulicy, ale i w metrze. Rozbolała mnie głowa, naprawdę miałem dość. I jeszcze spacer na obiad i fotokoło, na które przychodzą coraz to nowe osoby... Wieczorem wreszcie nie musiałem robić nic, więc kupiłem browara i zaległem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz