sobota, 31 października 2015

31.10.2015

Obudziłem się dziś pierwszy, za kwadrans 8 i stwierdziłem, że raz, zaraz trzeba wstać, a dwa, że młoda uczyniła sobie z mojej nogi poduszkę i zdrętwiałem lekko. No cóż. Mama przyszła punktualnie, Rokitno poszło błyskawicznie, na Wawrzyszewie już było trochę ludu, ale i tak nawet Północny poszedł sprawnie. Cztery godzinki i już. Mama poszła po obiedzie, a Kajka zaczęła mnie niewymownie męczyć: miałem strzelać do tego lwa z mokrego koguta. Matko. Potem ponad pół godziny siedziałem i czytałem, wreszcie się nieco zbuntowałem, bo chciałem się napić i odpocząć, bo mi krtań znowu siada, a ta się uparła... Dzień zakończyliśmy dzikimi tańcami :) Skończyłem drugi spacer III tomu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz