poniedziałek, 19 października 2015

19.10.2015

Nic nie zapowiadało dziwnego dnia. Przedszkole z małą awanturą na temat wnoszonych rzeczy ('moja mapa!'), pierwsze dwie lekcje i... przyszła Ewa z informacją, że na umowie potrzebne są jej podpisy. No to myk do Biura Edukacji po papier, myk do pracy po podpis, myk do biura, myk do pracy, akurat na wychowawczą, którą robiła Agata. Po czym nastąpił najlepszy moment - mail od taty R-m i jest mi wysoce nieprzyjemnie, choć to ani moja wina, ani odpowiedzialność. Echhh... Dodatkowe zajęcia, mała awantura na dobranoc z powodu zmęczenia i jakoś dziś nic nie muszę pisać. Wow.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz