piątek, 23 stycznia 2015

23.01.2015

Rano karetka zabrała Fionę - woreczek żółciowy. Niezła jazda. My weszliśmy na nasz stok i ponad trzy godziny śmigaliśmy - warunki były przednie, lisy biegały, super. Po obiedzie ruszyliśmy w 8 osób na krzesełka - mgła była taka, że widoczność na 30 metrów. Do tego stok był rozjeżdżony, przykleiła się do mnie Ania, potem jeszcze Antek i tak razem jeździliśmy - w sumie fajnie. Po kolacji przyszła baba z serkami i mam cały zestaw :) W tym samym szpitalu co Fiona wylądował kierowca, ciekawe, jak jutro wrócą...  A co się okazało z paczką z rysunkami dzieci? Nie doszła do Belgii - czeka na mnie na poczcie, kurza morda. Pakowanie, piwko i oby noc była spokojna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz