sobota, 17 stycznia 2015

17.01.2015

Zebrałem się rano, zapakowałem do Korsarza i podjechałem na miejsce zbiórki. Wszystko było super, do momentu, kiedy odkryłem, że w plecaku pękł mi sok i wszystko pływa: nie ważne kable i detale - z lustrzanki ciekło jak z wiadra... Masakra. W pędzie odprowadziłem samochód, wylałem sok z plecaka, tata Pauliny wziął go do domu i obiecał wysuszyć, dali mi w zamian swój, w ogóle szok. Poza tym podróż minęła spokojnie, wraz z Robertem wpadaliśmy na coraz to kolejne genialne pomysły, aż wreszcie dojechaliśmy. Ośrodek spoko, wprawdzie pokój mamy na samej górze i milion schodów do pokonania, ale dajemy radę. Kierowca miał z nami mieszkać, ale strzelił focha i stwierdził, że z obcymi chłopami mieszkał nie będzie, i dzięki temu mamy sześcioosobowy pokój dla siebie. Czad. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz