Co za dzień, strasznie... Pobudka znowu przed 8, wyszykowaliśmy się i ruszyliśmy na swoje, spotkać się z Słowikiem. Ten trochę kombinował, coś tam próbował ugrać, dobra. Ja obleciałem wózek i łóżeczko, nachetałem się strasznie. Wyszliśmy po dwóch godzinach, wróciliśmy na skoki, w czasie których zrobiłem obiad. No i potem się zaczęło... Dzika histeria, płacz i rozpacz, że nie ma kabiny, ten ją wkurwia, ja ją zostawiam ze wszystkim znowu (WTF??!?). Szlag mnie trafił, bo ciągle coś robię, a ta wybrzydza i marudzi i panikuje bez powodu! A po awanturze zadzwonił Łukasz w czasie kąpieli Kajki, że Hanka z koleżanką utknęły na Wschodnim, wiatr pozrywał trakcję i żeby je przenocować. Ja pierdolę... Nie mam przeglądu, nie mam benzyny, ale jadę, jeszcze jakąś babkę z córką odwiozłem do Ibisa... No i mamy niespodziewanych gości :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz