Pobudka znowu 7:30, że też ona w wolny dzień nie umie pospać... Miałem w sumie tak samo... Ale jak już podniosłem się o 8:30, to nie usiadłem do wieczora. Poszedłem na Rodos, ale okazało się, że: Wojciech zalega za zeszły rok, trzeba wypełnić papiery, muszę wpłacić 2500 na dzień dobry. Zajebiście. Trochę posprzątałem wokół hacjendy i poznałem pana Wiesława sąsiada - bardzo sympatyczny pan. Zrobiłem zakupy w kerfjurze i wróciłem do domu, prosto w środek chaosu - Gosia przepatrywała szafy na korytarzu, przygotowując się do wyprowadzki... Kolejne zakupy, tym razem w biedrze. Zrobiłem risotto na obiad, skoki się skończyły po pierwszej serii - byliśmy na 1szym miejscu, ale Stoch skoczył najgorzej w konkursie... No i 4te miejsce dla nas... Potem odkurzanie, znowu sklep, bo Gosia zapomniała. Wieczorem nastał spokój - żona śpi, z małą rozrabialiśmy do 21, teraz kończę definitywnie tom X. Padam po tym wolnym dniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz