wtorek, 5 marca 2019

05.03.2019

Znowu dziki pęd... Rano do pracy - miałem być na odprawie o 7:30, ale bez jaj, nie mogę Kajki tak wcześnie prowadzać do przedszkola. Byłem przed 8, wystarczyło w zupełności. Siedząc w komisji załatwiłem tysiąc rzeczy - zamknąłem kredyt, wysłałem kasę do Nelsona itp. Potem na okienku załatwiałem kolejne papierki i zgody, zrobiłem dwie lekcje i poleciałem na Ochotę do urzędu skarbowego. Załatwiłem się tam szybko z podatkiem i wróciłem na Bemo. Sklep, biblioteka, Sajgon z młodą, powrót i szkoła rodzenia. Zerwaliśmy się z połowy, bo było o tym, co w pracy, a u nas sprawa załatwiona. Nie mogę tylko żony, bo ta panikuje i histeryzuje, wkurza mnie to strasznie. 'Znowu mnie ze wszystkim samą zostawiasz!' To znaczy jeszcze nie, ale na pewno zaraz. Grrrr... Jakbym mało w tym domu robił... A do tego szczują kasjerki przeciw nauczycielom, co to ma w ogóle być za porównanie? Po co? I że niby komu się nie należy? Wszystkim się należy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz