Wstaliśmy o 9 i zanim się wygrzebaliśmy z betów, było koło 13... Poszliśmy do zoo, na szczęście jakaś kobita dała nam wózek dla dzieciaków, bo byłoby słabo... Zoo, plac zabaw w Parku Praskim i powrót na obiad - niepotrzebnie kupiliśmy gościom bilety dobowe... Po obiedzie lunapark, na który uparł się Maks, ale dobrze, bo fajnie było: samochodziki i mini rollercoaster... No i wreszcie zdążyliśmy na pokaz fontann - było nieźle, wróciliśmy późno, ale dzieciaki padły. My też tuż po północy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz