Rano wyrobiłem się na rowerową wycieczkę jako pierwszy. Czekam i czekam, a tu nikogo... Wreszcie przyjechała Magda z synem, ale poza nimi nikogo... Raptem dotarł jeden koleś, więc ruszyliśmy we trójkę wokół Żoliborza. Dla mnie spoko, nie musiałem się wysilać za bardzo :D Dwie i pół godzinki i poszło. Głupia pogoda, raz zimno, raz upał, nie wiadomo, jak się ubrać... Wróciłem do domu tylko po to, żeby zrobić obiad - wyszedł naprawdę dobry. A potem poszedłem z Kajką na plac zabaw, którego serdecznie nie znoszę. Bawili się z Kazikiem, ja gadałem z Dorotą, przypętał się Przemek, to się pobili z Kazikiem... Ech... Staram się kończyć Służew, ale jakoś powoli idzie - okazało się, że sporo tam jeszcze materiału.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz