środa, 23 maja 2018

23.05.2018

Ależ ciężko wstać o tej 5:30, zwłaszcza, kiedy młoda przylazła w nocy, sprawdzać, czy Gosia żyje, bo jej się śniło, że wręcz przeciwnie... Potem cały dzień była roztrzęsiona. W pracy prawie spokój, Kasia się fochnęła, bo wczoraj ja z kolei się wkurwiłem na wszystkich, a Wiktoria się z kolei przestraszyła... No dobra, po trzech lekcjach poszedłem do domu, ogarnąłem, zjadłem, Gosia przyszła na obiad i razem pojechaliśmy na szkolenie. Kaję odebrała Dorota i z Kazikiem latali do 18, mogliśmy mamy nie wzywać, ale kto wiedział... Szkolenie straszne, bo uświadomiła nam babka zasady oceny pracy i to jakaś parodia jest... Odwiozłem mamę do pracy i piszę Służew.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz