wtorek, 29 maja 2018

29.05.2018

Do pracy przyjechaliśmy 8:15 - ja poszedłem na boisko, Gosia do swoich. Od 9 siedziałem na tej 50-tce i obrabiałem 3b i 1a, dopiero koło 14 skryłem się pod drzewem u łuczników. Zjarałem się dziko, ubaw był niezły, ale już dość, tym bardziej, że moje barany znowu wywołały awanturę. Kurwa, 800 osób dookoła, a tylko oni wywołali agresję u obsługi dmuchańców. Co za debile to są?!? Zerwaliśmy się o 14:30, zahaczyliśmy o bibliotekę, sklep i lody. Spróbowałem się zdrzemnąć, ale krótka sprawa to była... Odebrałem młodą, zjadła i poszliśmy znowu na rower. Zmęczonym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz