Ale dzisiaj były korki, wszędzie dosłownie, nie wiem, o co chodzi. Praca jakoś przeleciała, choć znowu moje barany narozrabiały: Marcin pozrywał dekoracje maluchów, czwórca plus Pietrek bluzgali na boisku, a Juhas z Frankiem urwali się z muzyki na spacer - oczywiście ich na tym nakryłem... Ratunku... W przerwie odebrałem pakę z Danii i prezencik z Tarnowa. Miło. Zjadłem, wróciłem na swoje lekcje i polazłem na piechotę do Koła - tu musiałem wsiąść w tramwaj, bo zaczęło lać. Jeszcze biblioteka i sklep i wróciłem. Opracowuję sobie Włochy - pasjonująca wycieczka się zapowiada :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz