piątek, 11 maja 2018

11.05.2018

Piątek, piątunio... Przeżyłem. Zacząłem o 8, bo szliśmy na wycieczkę - na szczęście Gosia szła później, to ogarnęła młodą. Pojechaliśmy, zdążyliśmy i się zaczęły warsztaty w CNK. Było super, robili wieże z makaronu, tekturową łapawicę robota, chwytak i samochodziki. Pełen angaż, pełna zabawa. Szkoda, że Trio Marzeń się urwało, a dziewczyny odjebały cuda w metrze. Kurrrrrwa. Poszedłem na obiad, zrobiłem zajęcia i ledwo żyw wróciłem - już u Dżulsa zasypiałem na siedząco... Padam, a dziewczyny jeszcze nie spakowane... Jak długo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz