Jak zwykle, piątki mnie zabijają... Pogoda z dupy, raz upał, raz chłodno, nie wiadomo, jak się ubrać... Zrobiłem lekcje, znowu awanti o młodego Juhasa, zwariuję z nimi. Wyszedłem z pracy wypluty, poleciałem do Hamiego i dalej na zajęcia. Dżuls był tak wyzerowany, że nic nie docierało, a z Nikosiem mieliśmy wreszcie masę roboty. Ledwo doczłapałem do domu... Ratunku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz