czwartek, 10 maja 2018

10.05.2018

Jakoś się dziś ledwo wyrobiliśmy z młodą. Pojechała do przedszkola na rowerze, dumna i blada, zwłaszcza, jak spotkała Przemka, a ten się zadziwił, że ona tak jedzie... Po czym wjechała jakiemuś chłopcu w plecy... Echh... Praca poszła delikatnie, wszystko sympatycznie, tylko mam brazylijską telenowelę pomiędzy dziećmi, bo tarcia są ostre. Odebrałem młodą, zjedliśmy, zrobiłem Kubę i dziewczyny poszły do Maćka na spotkanie - miałem dzięki temu 2,5 godziny świętego spokoju. Zacnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz