Ależ mnie zmęczył pierwszy dzień majówki... Rano dziewczyny pojechały na masaż, a ja próbowałem się przygotować do wycieczki, zrobiłem zakupy i obiad oraz odkurzyłem. O czasie pojechałem na Saską i zasiadłem pod Waszyngtonem. Czekam i czekam. Po kwadransie uruchamiam Patrycję, ale nie odbiera. Wreszie z 20-minutowym opóźnieniem pojawia się grupa: czworo dzieci i troje opiekunów. I po co to wszystko? Nawinąłem gadkę, skończyliśmy po 1,5 godzinie, było ok. Wróciłem do domu, zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na zakupy. Gosia próbowała kupić okulary, więc spędzaliśmy po pół godziny w każdym napotkanym optyku, a i tak skończyło się znowu w Vision Express... Ja zaś kupiłem sobie spodnie i buty, wydałem cały hajs za wycieczkę. Z Kajką wróciliśmy około 20, Gosia została jeszcze na badanie wzroku. Padam na pysk...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz